„MOI KLIENCI SĄ SPECYFICZNI”
Jedno z najczęściej słyszanych przeze mnie zdań w pracy ze sklepami spożywczymi brzmi: „Wie Pan, u nas klienci są… specyficzni”. 🤔
Obsługuję około 200 punktów na Pomorzu i – szczerze – słyszę to wszędzie. Mała wieś, dzielnica miasta, osiedle, główna ulica, boczna uliczka… Naprawdę wierzymy, że tylko u nas jest „inaczej”, a tuż za rogiem już jest „normalnie”? Że jedna wioska ma „takich” klientów, a trzy kilometry dalej – zupełnie innych?
Przepraszam, ale to po prostu bzdura. ❌
Klienci – oczywiście nie w 100% – są do siebie bardzo podobni. Mają regularne potrzeby, podobne nawyki i oczekiwania wobec sklepu: świeżość, dostępność, sensowne ceny, miłą obsługę i szybkie zakupy. 🧠 Każdy chce kupić „to, co zawsze”: pieczywo, nabiał, wędliny, warzywa, owoce, wodę, coś na kanapkę, coś na obiad. Lista się nie zmienia – zmienia się co najwyżej kolejność.
Zadam inne pytanie: skoro Twoi klienci są tacy wyjątkowo „specyficzni”, to dlaczego na półkach masz w 90% ten sam asortyment, co sklepy w całej Polsce? 📌 Odpowiedź jest prosta: bo potrzeby są podobne.
Nie szukaj wymówek. Nie tłumacz się przed samym sobą. Jeśli sklep nie jest rentowny, problemem najczęściej nie jest „specyfika klientów”, tylko to, jak prowadzimy biznes: stany na półkach, ekspozycja, rotacja, zamówienia, promocje, obsługa, godziny otwarcia. To brutalne, ale uczciwe. I daje sprawczość – bo na to mamy wpływ. ✅
Nie zrzucaj winy na miejsce czy ludzi. „Zmienisz miejscowość – będzie lepiej”? Nie będzie. Jeśli procesy pozostaną takie same, wyniki też pozostaną takie same. Zmiana szyldu nie zastąpi zmiany działania. 👉
💡 Dobra wiadomość? Najważniejsze masz już w ręku: stały popyt na podstawowy koszyk, klientów z konkretnymi nawykami i rynek, który potrzebuje wygody. Teraz trzeba to obsłużyć lepiej niż inni.
Do zobaczenia za tydzień – a dziś zrób jeden, mały krok: przejdź po sklepie jak klient i zanotuj trzy przeszkody w zakupach. Potem je usuń. Działaj. 💪





