Akademia Nowoczesnego Sklepu

Uwaga! Tylko teraz! Zarejestruj się aby otrzymać darmowego ebooka!

Tylko teraz! Zarejestruj się  Aby otrzymać  Darmowego ebooka!

JA TEŻ MIAŁEM SWÓJ SKLEP SPOŻYWCZY

JA TEŻ MIAŁEM SWÓJ SKLEP SPOŻYWCZY

Historia o tym, jak można „przegrać” mając potencjał – i czego możesz się z niej nauczyć 🧠🛒

Tak, czas się przyznać.
Ja też miałem kiedyś swój sklep spożywczy.

I teraz pewnie wielu z Was będzie się zastanawiało, co tu jest grane:

„Gość sam zamknął swój sklep, a chce nas uczyć, jak mamy je prowadzić?”

Jeśli masz taką myśl – zostań ze mną do końca.
To, co za chwilę przeczytasz, może dać Ci do myślenia dużo bardziej, niż teraz sobie wyobrażasz.

Na samym początku zaznaczę jedno:

„Otwarcie sklepu było dla mnie zaj… ciekawym pomysłem – ale też jednym z moich większych błędów.”

Na co dzień zajmowałem się handlem hurtowym. Sklep miał być dla mnie po prostu formą dorobienia sobie.

Lokal, dziewczyny, towar – wydawało się, że wszystko „zagra” 🏬

Lokal wynająłem od jednej pani.
Duża gmina, spora miejscowość, kilka tysięcy mieszkańców, ruch przyzwoity, potencjał naprawdę dobry.

Zorganizowałem dwie panie, które:

  • dbały o podstawowe wyposażenie sklepu,

  • ogarniały zamówienia,

  • stały za ladą,

  • pilnowały bieżącej obsługi.

Na tamte czasy – naprawdę sensowny sklep.
Z zewnątrz wyglądało to całkiem dobrze.

A jednak coś nie poszło.
Po dwóch latach podjąłem decyzję o zamknięciu.

Długo nie rozumiałem, co właściwie poszło nie tak.
Dopiero po czasie dotarło do mnie coś bardzo ważnego:

„Sklep to nie perpetuum mobile. On sam nie będzie na siebie zarabiał.”

Czego mi brakowało? DWÓCH najważniejszych rzeczy 🎯

Patrząc na to dziś, widzę to bardzo jasno:

„Nie miałem dwóch najważniejszych rzeczy: wiedzy i promocji (czyli tego, co przyciąga klientów jak światło ćmy).”

Mój „model zarządzania” wyglądał tak:

  • wyznaczyłem panią, która

    • składała zamówienia,

    • płaciła faktury,

    • przekazywała mi kasę na koniec,

  • a ja… dalej robiłem swoje w hurcie, zakładając, że „sklep jakoś tam się kręci”.

Jak to brzmi?

„Słabo, prawda? Żałośnie, prawda?”

A jednak tak właśnie było.

Miałem jedną bardzo ważną wskazówkę… której nie wykorzystałem 💡

Co ciekawe – na starcie miałem jedną niesłychanie ważną i konkretną wskazówkę, którą dostałem od osoby z naprawdę dużym doświadczeniem.
I jej nie wykorzystałem.

Cofnijmy się na sam początek.
Otwarcie sklepu.

Jeśli dobrze pamiętam, był to listopad – jeden z najgorszych miesięcy w handlu spożywczym (każdy z Was o tym wie).

Z racji tego, że zawodowo specjalizuję się w wędlinach i mięsie surowym, wpadłem na pomysł:
zrobię na otwarcie promocję mięsną.

Dogadałem się z moim dostawcą na naprawdę świetną cenę na dwa asortymenty:

  • ćwiartka z kurczaka,

  • karkówka.

Pamiętam jak dziś, jak zaczęliśmy ustalać ilości.

„Weź więcej” – rozmowa, której długo nie rozumiałem 📞

Ja:

– Tomek, to robimy 45 kg (3 skrzynki) ćwiartki i 20 kg karkówki.

Tomek (mój dostawca):

– Paweł, Ty sobie żartujesz? To nie są żadne ilości, to się skończy w moment. Jak już robisz promocję, weź więcej.

Ja – klasycznie, z lekkim niedowierzaniem:

– Stary, przecież to luty, jeszcze marznąć będziemy z tym mięsem w ladzie…

On – spokojnie, ale stanowczo:

– Zaufaj mi. Jak ta promocja okaże się niewypałem, ja zwrócę Ci poniesione koszty.

Finalnie dałem się przekonać.

„No dobra, ryzykujemy – zamówiłem 150 kg ćwiartki i 100 kg karkówki.”

W głowie miałem jedną myśl:

„To nie wypali.”

Efekt? O 11:00 zaczęły się telefony… 📲

Dzień otwarcia.
Luty. Zimno.
Teoretycznie „martwy okres” w handlu.

Około 11:00 dzwonią dziewczyny ze sklepu:

– Szefie, powoli kończy się towar.
Ludzie biorą i biorą, zaraz nie będziemy mieli co kłaść do lady!

Tomek (złoty chłopak – do dziś dobrze wspominam 😉) nie zawiódł.
Przywiózł dodatkowy towar.

I teraz najlepsze:

„Do mniej więcej 15:00 sprzedaliśmy, z tego co pamiętam, około 350 kg ćwiartki i około 300 kg karkówki!”

Ja byłem w kompletnym szoku.
Stałem w tym sklepie i nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę.

Wtedy wydawało mi się, że:

„Ten sklep to był strzał w dziesiątkę.”

A potem… przestałem dbać o klienta 😐

I teraz najważniejsze zdanie z całej tej historii:

Nigdy potem nie zadbałem o klienta tak, jak na początku.

Nie powtórzyłem tego typu akcji.
Nie rozwijałem pomysłu na promocje.
Nie budowałem żadnej sensownej komunikacji.

Za to:

  • marże na niektóre produkty miałem tak wysokie, że dziś sam się sobie dziwię,

  • skupiłem się na tym, żeby „było z czego żyć”,

  • nie kontrolowałem sklepu tak, jak powinienem.

Finał?
Nikogo nie zaskoczy.

  • coraz mniejsze obroty,

  • coraz mniejsze zakupy,

  • coraz słabsza oferta,

  • coraz mniej klientów.

„Dokładnie taki sam scenariusz, jaki na Akademii często opisuję u innych – tylko wtedy dotyczył… mnie samego.”

W końcu pojawiła się informacja o wyprzedaży towaru
i likwidacji sklepu.

Co mnie zgubiło? Błędy i brak wniosków 📉

Dzisiaj mogę to podsumować jednym zdaniem:

Błędy, błędy i brak wyciągania wniosków – to mnie zgubiło.

– Prowadziłem sklep „z doskoku”.
– Nie traktowałem go jak pełnoprawnego biznesu, tylko jak „dorobek”.
Nie miałem wiedzy o prowadzeniu sklepu detalicznego.
Nie dbałem o promocję i relacje z klientami.

Dlaczego o tym piszę?
Bo dokładnie tych samych błędów nie chcę dla Was.

Jeżeli ta historia:

  • brzmi dla Ciebie znajomo,

  • widzisz w niej choć kawałek siebie,

to potraktuj ją jako ostrzeżenie z pierwszej ręki, nie „mądrzenie się z boku”.

„Ja też miałem swój sklep spożywczy – i go zamknąłem.
Dziś robię wszystko, żeby Ty nie musiał powtarzać tej historii.”

Zarejestruj się
Subskrybuj
nowoczesnysklep.pl - ePlatforma-zaloguj (1)

Newsletter

Zapisz się do newslettera, aby otrzymać darmowego ebooka.
Ostatnie Posty