…czyli prosty sposób, żeby obudzić się za późno 
Dziś będzie krótko i konkretnie.
Pisaliśmy już o wartości klienta w sklepie, robiliśmy luźne obliczenia, żeby pokazać, że klient jest wartością absolutnie niezbędną do funkcjonowania sklepu. Bez niego – nie istnieje nic: ani obrót, ani marża, ani „wynik na koniec miesiąca”.
W ciągu kilkunastu lat, odkąd działam na tym rynku, niezliczoną ilość razy słyszałem, jak właściciele sklepów dosłownie mają w nosie, ilu klientów odwiedza codziennie ich sklep.
Często słyszałem dość wulgarne stwierdzenia pod ich adresem (i szczerze – trochę się nie dziwię, bo o tym, jak klienci potrafią wyprowadzić z równowagi, pisaliśmy w osobnym artykule). Oto jedno z tych, które najmocniej utkwiło mi w pamięci:
„A NIECH WPIER…JĄ, CO JEST.”
Przyznam – dość „oryginalny” sposób na przyciąganie klienta.
Ale nie o tym dzisiaj.
Ilu klientów odwiedza Twój sklep? Serio to wiesz? 
Dziś chcę zadać Ci jedno, bardzo proste pytanie:
Czy wiesz, ilu klientów odwiedza Twój sklep dziennie, tygodniowo, miesięcznie… i rocznie?
Wiesz?
Jeśli miałbym obstawiać, to sporo bym wygrał, zakładając się, że nie masz nawet zbliżonego pojęcia.
A to jest zła wiadomość.
Bo właśnie z takich danych można mnóstwo wyczytać.
Można z nich wyciągnąć konkretne wnioski, które potem przekujesz na realny zysk.
-
Czy liczba klientów rośnie, czy spada?
-
W które dni masz największy ruch?
-
Kiedy opłaca się robić promocję, a kiedy nie ma to sensu?
-
Jak zachowuje się klient w różnych porach roku?
Bez minimum danych – tylko Ci się wydaje, że „wiesz, jak jest”.
„To nie ma znaczenia, ważne ile zarobisz” – czy na pewno? 
Jestem przekonany, że ogrom ludzi powie:
„To nie ma specjalnie znaczenia, ważne, ile zarobisz.”
I… częściowo się zgodzę.
Najważniejsze jest, ile zarobisz.
Tylko że:
Bez klientów nie zarobisz NIC.
Możesz dalej wmawiać sobie, że brak wiedzy o realnych liczbach swojego sklepu nie wpływa na Twoją kondycję finansową.
Możesz dalej – głównie samemu sobie – powtarzać, że nie musisz tego wiedzieć.
Ale jest ktoś, kto będzie wiedział. I to często dużo wcześniej niż Ty.
Kto będzie wiedział, zanim zorientujesz się Ty? 
1. Twoje konto i Twój portfel 
Pierwsze sygnały zobaczy:
-
Twoje konto bankowe,
-
Twój portfel.
Mniejsze wpływy, częstsze „dziury”, stres przed opłatami – to są twarde dane, nawet jeśli nie liczysz klientów.
2. Twój przedstawiciel handlowy 
Bardzo szybko zauważy to przedstawiciel, który:
-
zobaczy, że zamówienia są coraz słabsze,
-
będzie widział mniejszą rotację,
-
zacznie się zastanawiać, co się dzieje „po drugiej stronie lady”.
3. Twój dostawca 
Potem dowie się o tym Twój dostawca, kiedy:
-
zaczną się pojawiać przekroczone terminy płatności,
-
faktury będą coraz dłużej czekały na uregulowanie.
Dla niego to też są „twarde dane” o Twojej sytuacji.
4. Twój klient 
Dowiedzą się też Twoi klienci, kiedy:
-
zobaczą coraz większe pustki na półkach,
-
zauważą, że coraz częściej „nie ma” tego, co kiedyś było standardem,
-
zaczną słyszeć: „nie ma, nie zamawiamy już tego”.
Wtedy zdecydują nogami, przenosząc zakupy tam, gdzie towar jest i czeka.
5. Instytucje państwowe 
Na końcu, ale wciąż dużo wcześniej niż Ty, sprawą zainteresują się instytucje państwowe, które:
-
bardzo sprawnie upomną się o swoje podatki,
-
zupełnie nie pytając, ilu masz klientów i jak się z tym czujesz.
A wiesz, kto dowiaduje się na samym końcu? TY 
„A wiesz, kto będzie wiedział na szarym końcu? TY.”
Bo kiedy w końcu się ockniesz, to:
-
może już być za późno,
-
część klientów będzie już u konkurencji,
-
część dostawców straci zaufanie,
-
a Ty będziesz się zastanawiać:
„Kiedy to się właściwie stało?”
Odpowiedź jest zazwyczaj bardzo prosta:
Stało się kawałek po kawałku, kiedy odpuszczałeś/aś liczby i wmawiałeś/aś sobie, że ‘ilość klientów nie ma znaczenia’.
Podsumowanie – przestań udawać, że nie chcesz wiedzieć 
Ten tekst nie jest po to, żeby Cię nastraszyć.
Jest po to, żebyś przestał/przestała się oszukiwać.
-
Klient jest wartością.
-
Liczby są językiem, w którym sklep do Ciebie mówi.
Jeżeli przestaniesz udawać, że nie chcesz ich znać,
masz szansę zareagować dużo wcześniej, zanim wszyscy dookoła zobaczą kryzys zanim zobaczysz go Ty.




