Cichy zabójca pieniędzy w Twoim sklepie 

Straty w firmie to coś, co może wykończyć niejednego przedsiębiorcę.
To okropne uczucie, kiedy kupujesz towar z myślą o jego dalszej odsprzedaży, a okazuje się, że termin przydatności do spożycia minął i trzeba dany produkt zutylizować.
To realny kłopot, bo jeszcze kiedy jest to rzecz stosunkowo tania – jak np. jogurt – to pół biedy. Ale kiedy mowa o szynce, która kosztowała w zakupie np. 30–40 zł za kg, a waży 2 lub 3 kg, to już robi się kwota dość znacząca. Zresztą nawet straty niskowartościowe, w skali miesiąca czy roku, to są kwoty, od których może rozboleć głowa.
Umówmy się na samym starcie, że strat nie unikniesz. Choćbyś nie wiadomo jak bardzo się starał, to prędzej czy później „coś” Ci się przeterminuje. To tak jak ze stolarzem — gość może być mistrzem w swoim fachu, ale i tak raz na jakiś czas jego palec ucierpi
„Strat nie wyeliminujesz całkowicie, ale możesz zrobić bardzo dużo, żeby przestały pożerać Ci pieniądze.”
Jak minimalizować straty? 
Tu znowu będę przekonywał, że wszystko zależy od Ciebie, od Twojej kreatywności i pomysłowości.
Oczywiście w pierwszej kolejności, żeby strat uniknąć, trzeba najpierw sobie zdawać sprawę z tego, jaki produkt zbliża się do granicy daty ważności. Tu przychodzi nam z pomocą OBOWIĄZKOWE sprawdzanie terminów na półkach — przez Ciebie albo Twoich pracowników.
„Raz w tygodniu to absolutne minimum.”
Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że asortymentowi, któremu kończy się TPS – termin przydatności do spożycia – należy:
-
przecenić cenę,
-
ustawić go w miejscu WIDOCZNYM!!!
I tu dochodzimy do czegoś bardzo ważnego:
nawet nie masz pojęcia, ile osób popełnia błędy właśnie w tych dwóch punktach.
Takie działanie realnie wpłynie na poprawę Twoich finansów w ciągu roku, a nawet miesiąca.
Myślę, że większość z Was nie kontroluje swoich strat, a już na pewno nie zna konkretnej kwoty. To duży błąd.
Jeśli Ty jednak robisz to tak, jak należy — gratulacje.
Jesteś o krok przed innymi.
Teraz coś, co uwielbiam – przykład na liczbach 
Jak zwykle pobawimy się w minimalizm.
Załóżmy, że przeterminował Ci się kubeczek jogurtu, który kosztował Cię w zakupie 2 zł. To w zasadzie nic nie znaczy, ale pamiętaj, że 2 zł to zawsze 2 zł. Bo gdy takich lub podobnych jogurcików przeterminuje Ci się:
-
5 kubeczków,
-
po 5 rodzajów,
to już masz:
25 sztuk × 2 zł = 50 zł
A to już jest realna kwota, która boli.
Doskonale zdajesz sobie sprawę, że te 50 zł, które tu przedstawiliśmy, to realnie kwota dużo wyższa miesięcznych strat.
A w ciągu roku?
Nawet jeśli uprzemy się dalej przy tych nierealnych 50 zł, to rocznie wychodzi:
600 zł
To już waży więcej, ale doskonale wiemy, że to są zdecydowanie większe kwoty.
Rocznie nawet kilka tysięcy złotych.
„Małe straty bardzo lubią udawać, że są niegroźne. Problem zaczyna się wtedy, gdy zsumujesz je po miesiącu albo po roku.”
A co jeśli przecenisz towar, zanim będzie za późno? 
Teraz wyobraź sobie, że każdy towar przeceniasz jeszcze w dacie ważności, np. o 50%, i go sprzedajesz.
Wtedy miesięczne czy roczne straty obniżasz o połowę.
I wiem, że strata to zawsze strata — tu niczego nie zmienimy — ale ja np.:
-
wolę stracić 300 zł niż 600 zł,
-
wolę stracić 2500 zł niż 5000 zł.
To są oczywiście luźne wyliczenia — jak zawsze tutaj — ale pokazują skalę całości.
Jeśli już musisz odnotować stratę i dzięki swoim działaniom stracisz np. 3000 zł zamiast 6000 zł, to pomyśl:
„Czy z tych 3000 zł, które uratujesz, zapłacisz jakąś fakturę?”
Myślę, że niejedną.
Jak stratę przekuć w zysk? 
To proste!
Towar, który zbliża się do końca terminu, przeceniasz i robisz:
cenę sprzedaży = cenie zakupu
dodajesz słowo PROMOCJA
I wszystko.
A dlaczego przekuwasz to w zysk?
Bo wróć do kilku naszych wcześniejszych artykułów o promocjach i o klientach.
Tam jest to wyjaśnione bardzo dokładnie.
Tu chodzi o prosty mechanizm:
-
zamiast wyrzucić towar i stracić wszystko,
-
odzyskujesz pieniądze,
-
przyciągasz uwagę klienta,
-
pokazujesz okazję,
-
i ograniczasz rozmiar straty.
„Nie zawsze wygrasz na produkcie. Czasem Twoim zwycięstwem jest po prostu to, że nie przegrywasz całości.”
Największy błąd? Brak kontroli nad stratami 
Wielu właścicieli sklepów patrzy na straty jak na coś, co „po prostu się zdarza”.
I to prawda — zdarza się.
Ale problem zaczyna się wtedy, kiedy:
-
nie liczysz strat,
-
nie zapisujesz ich,
-
nie analizujesz,
-
nie reagujesz odpowiednio wcześnie.
Bo wtedy strata nie jest już „przypadkiem”.
Wtedy staje się stałym elementem Twojego biznesu, który po cichu zjada Ci pieniądze.
A potem pojawia się klasyczne pytanie:
„Gdzie uciekają moje pieniądze?”
Bardzo możliwe, że właśnie tam.
Podsumowanie – strata to też obszar do zarządzania 
Nie da się całkowicie wyeliminować strat w towarze.
Ale da się:
-
je ograniczać,
-
je kontrolować,
-
szybciej je wychwytywać,
-
i mądrzej na nie reagować.
A to już robi ogromną różnicę.
Bo w handlu nie chodzi tylko o to, ile sprzedasz.
Chodzi też o to:
ile pieniędzy nie pozwolisz sobie bez sensu stracić.




