Dlaczego warto o tym pamiętać w handlu 

Chciałem dziś napisać o czymś innym, ale znowu uderzyła we mnie pewna reklama.
W zasadzie to nieistotne jaka, bo tu chodzi o sam fakt zjawiska, jakie zaczęło nas otaczać już spory czas temu.
Oczywiście mam na myśli wszechobecną promocję na wszystko.
Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że aktualnie cały:
„ŚWIAT JEST W PROMOCJI.”
Podwyżki cen produktów i kosztów życia stale rosną.
Koszty utrzymania wielkich czy małych firm rosną nieustannie.
Koszt wyprodukowania jakiegokolwiek asortymentu stale idzie w górę.
Koszt wykonania usługi również rośnie z roku na rok.
To są niestety realne kwoty i nikt z nas nie zatrzyma tego pędzącego pociągu.
W tym wszystkim jedno pozostaje niezmienne – PROMOCJA 
W tym wszystkim tylko jedno pozostaje niezmienne:
PROMOCJE. One zawsze były, są i będą.
W dzieciństwie naszym magicznym słowem było abrakadabra – znało je każde dziecko.
Dziś w życiu dorosłym to słowo zostało zastąpione PROMOCJĄ.
I chociaż wiemy, że jest ono:
- nadużywane,
- często nadinterpretowywane,
- a czasem nawet wykorzystywane niezgodnie z jego znaczeniem,
to nadal działa.
PROMOCJA już dawno straciła swoje pierwotne znaczenie.
Tylko wiecie co?
To nic nikomu nie przeszkadza.
Promocja — inaczej przecena, obniżka, okazja i cała rodzina podobnych słów — nadal działa na ludzi jak magnes.
Black Friday, Black Weekend, Black Week… i świat oszalał 
Zwróćcie uwagę, że mamy już nawet specjalny dzień w roku na cześć promocji — Black Friday.
I żeby uzmysłowić Wam, jak mocno to się przyjęło i jak ludzie reagują na to zjawisko, ochoczo biegnąc do sklepów wydawać swoje pieniądze, warto zauważyć jedną rzecz:
to przecież nie dla czyjegoś widzimisię powstał najpierw Black Friday, potem Black Weekend, a później nawet Black Week.
To nie przypadek.
To odpowiedź na to, jak działa klient i jak silnie działa na niego słowo PROMOCJA.
Ludzie wydają swoje pieniądze często tylko dlatego, że coś jest „w promocji”.
A doprecyzowując:
wydają je dlatego, że ktoś im powiedział, że coś jest w promocji.
I w wielu przypadkach nawet tego nie sprawdzają.
Na punkcie Black Friday, a teraz już Black Weekend czy Black Week, oszalał cały świat…
Rozumiecie?
Miliony, a może nawet miliardy ludzi.
PROMOCJA już nie musi znaczyć tego, co kiedyś 
To jest właśnie najciekawsze w całym tym zjawisku.
Kiedyś promocja miała bardziej konkretne, pierwotne znaczenie.
Dziś bardzo często nie chodzi już nawet o rzeczywistą wielką obniżkę, tylko o sam komunikat, że coś jest w promocji.
I to wystarcza.
„PROMOCJA nie musi dziś znaczyć tyle, co kiedyś. Wystarczy, że wywołuje odpowiednią reakcję.”
To słowo:
- przyciąga uwagę,
- budzi emocje,
- uruchamia impuls zakupowy,
- daje klientowi poczucie okazji.
A przecież właśnie o to chodzi w handlu — żeby klient zatrzymał wzrok, zainteresował się i ruszył po zakup.
I teraz najważniejsza puenta… 
Potem Pani w sklepie w „Małej Wsi Polskiej” powie, że u nich klienci są specyficzni i PROMOCJA nie działa.
Muszę pisać więcej?
Naprawdę?
Skoro cały świat reaguje na promocję, skoro wielkie sieci, małe sklepy, marki, usługi i internet żyją promocją…
to może problem nie leży w tym, że promocja nie działa.
Może problem leży w tym, że:
- jest źle pokazana,
- jest słabo zakomunikowana,
- nie trafia w moment,
- nie jest odpowiednio wyeksponowana,
- albo po prostu ktoś sam sobie wmówił, że „u nas to nie przejdzie”.
A później dziwimy się, że klient poszedł tam, gdzie ktoś potrafił powiedzieć mu to lepiej, głośniej i skuteczniej.
Świat jest w promocji – pytanie, czy Ty też umiesz to wykorzystać 
Bo prawda jest bardzo prosta:
Świat jest w promocji.
I nie chodzi tu o to, żeby wszystko przeceniać bez sensu.
Chodzi o to, żeby zrozumieć, jak działa klient.
Jeśli klient od lat reaguje na:
- obniżkę,
- promocję,
- okazję,
- wyprzedaż,
- Black Friday, Black Weekend i całą resztę,
to znaczy, że to jest mechanizm, którego nie można ignorować.
Można się na niego obrażać.
Można mówić, że to przesada.
Można twierdzić, że słowo promocja jest dziś nadużywane.
Ale jednego nie można zrobić:
nie można udawać, że to nie działa.




